23 cze 2013

żegnam Cię pa

Zastanawialiście się kiedyś: "ile razy w życiu kogoś żeganamy"? Jak te pożegnania wyglądają, jakie są, jakie towarzyszą im emocje i przemyślenia. Dlaczego właśnie dziś wybrałam sobie za temat te dziwnie absurdalne pytania? Może przy okazji pięciomiesięcznej tragedii, która ostatnio przysporzyła tysiące ludzi z mojej okolicy o szybsze bicie serca. I pewnie na pewno, bo się nad tym zastanawiam, albo nawet coś więcej.

Żegnamy kogoś codziennie. Krótkim "pa", wyniosłym "do widzenia",  od czasu do czasu, z nadzieją w głosie "do zobaczenia". Nie chcę się dziś rozwodzić nad przemijaniem i pisać o tym, że każde nasze "pa" może być tym ostatnim, bo KTO WIE, CO PAN BUK NAM ZEŚLE ZA LOS. 
Bardziej zastanawia mnie fakt, że czasem żegnamy kogoś po cichu, w naszym sercu, z żalem czy radością, chociaż częściej to pierwsze. Żegnamy, bo obserwujemy zmiany, które coś spalają w naszej relacji. Żegnamy, bo boimy się walczyć. Boimy się rozmawiać, mówić "słuchaj, nie odchodź nigdy, potrzebuję cię w swoim życiu". Dlaczego do jasnej cholery tak łatwo przychodzi nam żegnanie? 
Ludzi, którzy przez kilka lat potrafili wypełnić po brzegi nasze życie. Żegnamy przyjaciół.
Usłyszałam przy okazji rozmowy o wspomnianej śmierci piękne zdanie. "Pierwszy raz w życiu żegnałam swojego przyjaciela. Mam nadzieję, że to już ostatni." 

Nie zastanawiamy się nad pożegnaniami zbyt wiele - bo jeśli ktoś nie odchodzi z tego świata, to wciąż tutaj jest, stąpa po tej ziemi i chyba zbyt wiele osób myśli "zawsze mogę wrócić", choć nie zawsze się da. 
Czy nie lepiej "być zawsze" niż "wracać, bo mi źle"? Wracanie nie kojarzy mi się z czymś dobrym, ani nawet łatwym. To jedna z trudniejszych decyzji, bo idzie za tym szereg konsekwencji. I kolejny psikus od losu... odchodząc nie zastanawiamy się nad tym, że będziemy chcieli wrócić. Zamykamy za sobą wszystkie drzwi. Kłódki wyrzucamy za siebie, albo co gorsza połykamy. Dosłownie odcinamy się od powrotu. 

Dlaczego wracanie jest trudne? 
No bo do cholery jak można zrekonstruować kilka przeżytych lat? Jak odwrócić wszystkie uczucia? Jak zmienić tok myślenia? Jak sprawić, by na nowo chcieć i móc ufać? 

Żegnamy kogoś na zawsze. Najgorsze na zawsze. I chociaż czasem chwilowe żegnanie myli nam się z tym "na zawsze", ono nie równa się z żegnaniem ostatecznym. Najsmutniejsze jest to, że owe pożegnanie zazwyczaj jest zupełnie niechciane. Coś nas do tego zmusza, a my w przypływie histerii i rozgoryczenia klniemy w sercu "co tam, kłótnie, rozstania, powroty, nieudane przyjaźnie". Śmierć jest prawdziwym rozstaniem. I tylko ona może nas na prawdę podzielić. 

Do czego tak właściwie dążę? 
Do uświadomienia, nawet samej sobie, jak bardzo nie szanujemy siebie na wzajem. Jak bardzo głupie sprawy potrafią sprawiać, że ludzie się od siebie odwracają. Po czasie zastanawiają się "dlaczego właściwie to my ze sobą nie gadamy?". Nie pamiętam. 
Nie chcę już nigdy tracić nikogo z głupiego powodu, bo wiem, że są ludzie, którzy oddali by wszystko by nigdy nie stracić kogoś bliskiego

1 komentarz:

  1. Ja ostatnio coraz czściej kogoś tracę i staje się to caz bardziej przerażające. To uświadomienie sobie, że już nigdy (...)...

    OdpowiedzUsuń