20 kwi 2013

projekt całkiem NIEfashion #Riennahera

Ahoj! Przybywam dziś z kolejną dawką inspiracji zawartej w dwóch nogach, rękach i osobie o imieniu Marta z bloga http://www.riennahera.com/. Powiedziałabym kosmopolitka, zawsze z fajną czapą na głowie, o wyrafinowanym stylu i zainteresowaniami, które same sobą interesują. Ciekawi?
Niestety zdjęć z Fashion Week Poland nie pokażę, too mainstream. Za to kilka fajnych słów może umilić poranne popijanie kawy czy tam wieczorne przeszukiwanie internetów. Zapraszam ;-)




Martyna: Wybacz, że zadam to banalne pytanie, ale to zupełnie koniecznie. Skąd pomysł na nazwę bloga?
Czym się inspirowałaś czy długo zajęło Ci wymyślenie czegoś tak oryginalnego?
Przyznam, że to bardzo fajny tytuł, nic w stylu Blog o modzie Marty czy Marta end feszyn.

Marta: To historia sprzed dziesięciu lat. Wtedy używałam w internecie innego nicka, imienia walijskiej boginki, które wzięłam z pewnej powieści fantasy. Niestety używa go mnóstwo osób i nie był to mój znak rozpoznawczy. Jako romantyczna szesnastolatka poprosiłam nowego chłopaka o nadanie nowego imienia (niczym w ‘Niekończącej się Opowieści’) i wymyślił Riennaherę. Klimatem przypomina ten poprzedni nick, ale jest tylko mój.


Martyna: Mieszkasz w UK, skończyłaś tam studia. Jestem pełna podziwu. Bardzo lubię takie historie, 
zaczynam na nowo wierzyć w ludzi: ich ambicje i odwagę. Dlaczego zdecydowałaś się wyjechać?
Czy długo "układałaś" sobie tam życie po swojemy zanim zaczęłaś czuć się naprawdę swojo i dobrze?

Marta: Mój sąsiad wyjechał na studia do Dublina i stwierdziłam, że skoro on mógł, to nie ma żadnego powodu, żebym ja też nie mogła. Wcześniej taki pomysł by mi nie przyszedł do głowy.
Studia to najlepszy moment na takie decyzje, ponieważ bardzo łatwo poznać jest nowych znajomych i ludzi dzielących nasze zainteresowania, albo zupełnie od nas różnych, z którymi mimo tych różnic też świetnie pije się piwo. Poza tym na początku studiów prawie każdy jest takim odludkiem bez znajomych i o wiele przyjaźniej patrzy się na drugą osobę.


MartynaNa blogu czasem poruszasz kwestię różnic między Polską, a Wielką Brytanią. Jest jakaś jedna
jedyna, która Cię irytuje jak skurczybyk lub po prostu cieszy?

Marta: Zarówno życie w UK jak i w Polsce ma swoje plusy i minusy, zapewne jeszcze nie raz na blogu ten temat powróci. Na plus w UK jest na pewno kultura osobista w życiu codziennym, większość Brytyjczyków jest do bólu grzeczna i nawet jak na nich wpadniesz to powiedzą ‘przepraszam’. Należy jednak pamiętać, że ta grzeczność jest dwulicowa i trzeba nauczyć się komu ufać, a komu niekoniecznie. Zaletą w Polsce jest większa spontaniczność i o wiele mniej intryganctwa za plecami, ale tej życzliwości na co dzień (w tym w życiu politycznym!) moim zdaniem brakuje.

Martyna: Często zazdrosne polaczki z góry oceniają ludzi, którzy wyjeżdżają z kraju kwitując to "w dupie mu się poprzewracało". Jak myślisz, z perspektywy czasu, to była dobra decyzja? 

Marta: Do dzisiaj nie wiem. Na pewno dobra decyzja pod względem nowych doświadczeń, są też pewne aspekty życia codziennego za którymi bym tęskniła gdybym teraz wyjechała. Ale czasem myślę sobie, że może w Polsce byłoby mi na przykład łatwiej dostać wymarzoną pracę? Z drugiej strony być może nie miałabym żadnej pracy. To głównie takie gdybanie. Zawsze jest jednak czas na powrót do Polski, a zrezygnować z UK nie jest łatwo.

Martyna: Czym jest Twój blog dla samej siebie? Ostatnio publikujesz (ku mojej radości) coraz więcej postów lifestylowych. Cieszy mnie to, gdy zaraz obok przepięknych zdjęć, czytam coś wartościowego.

Marta: Na pewno jest to prosty sposób na wyrażanie siebie, swoich poglądów i zainteresowań. Blog jest też często odskocznią od codzienności i motywuje mnie, żeby po pracy nie siadać na kanapie i nie narzekać, jaka jestem zmęczona, tylko myśleć, pisać, robić coś kreatywnego. Poza tym nie ma wymówek, że wolę leżeć w łóżku niż gdzieś się ruszyć, bo przecież nie pokażę Czytelnikom łóżka.

Mam też wrażenie, że blog rozwija mnie bo muszę się zastanawiać, co może być dla Czytelnika ciekawe i uważniej patrzę na świat, żeby znaleźć inspiracje i pomysły.  

 Martyna: Jeżeli się mylę to zaprzecz, ale mam wrażenie, że bardzo lubisz podróże i interesujesz się sztuką/architekturą. Dodajesz mnóstwo zdjęć z różnych angielskich miast... i wiesz, niesłychanie miło się je ogląda. Należałoby mnie skarcić, ale ZAZDROSZCZĘ. CHOLERNIE. Masz jakieś wymarzone miejsce które chciałabyś zobaczyć?

Marta: Każde miejsce! Nie jestem osobą, która powiedziałaby ‘no coś ty, po co będziemy jechać do Kościerzyny, w Kościerzynie nic nie ma’. Prawie wszędzie można znaleźć coś interesującego. Oczywiście marzą mi się dalekie i egzotyczne podróże czy wycieczki do wielkich modnych miast, ale nie mam wymarzonego miejsca. Chciałabym pojechać zarówno do Walii jak i do Japonii czy USA. Chociaż w obecnie bardziej ciągnie mnie na wschód, i to ten całkiem Polsce bliski. Z brytyjskich miast w tej chwili interesuje mnie Durham, ze względu na piękną katedrę i zamek.

Martyna: Mogłabyś powiedzieć coś więcej o swoim doświadczeniu z telewizją studencką? Jaką pełniłaś rolę?

Marta: Prawie każdą możliwą. Glasgow University Student Television działa na zasadzie kółka zainteresowań z dostępem do profesjonalnego sprzętu. Każdy może spróbować swoich sił podczas pracy w studio (od obsługi kamery czy oświetlenia po reżyserię). Poza tym GUST działa na zasadzie samorządu, kontrola uczelni jest absolutnie minimalna., co otwiera pole do popisu i realizacji własnych kreatywnych projektów. Miałam okazję być redaktorem naczelnym różnego typu programów (co semestr wybiera się nową redakcję), a przez rok także dyrektorem programowym. To świetna lekcja życia i tego, że władza bywa niewdzięczna. Telewizja zajmowała mi zwykle więcej czasu niż same studia, tam też poznałam najlepszych przyjaciół ze studiów.
  
Martyna: Jakie masz plany na przyszłość? Polska czy Wielka Brytania? Gdańsk czy Surrey?

Marta: Na razie chcę jeszcze próbować swoich sił w UK. Ciężko mi powiedzieć co będzie za kilka lat, może zmieni mi się to jak będę myśleć o dzieciach, a może wcale się nie zmieni. Z Surrey nie wiążę żadnych planów, nie jest to miejsce dla mnie z wielu względów (małe miasteczka i olbrzymie odległości to niektóre z przyczyn).

Chyba nie zapytam już, co Ty na naszą wiosnę. Bez sensu przywoływanie jej, mam dość.

W Anglii śniegu zaznałam przez trzy dni, więc nie była to aż tak straszna kara ;) Jest zimno i szaro, ale podobno to znaczy, że lato będzie upalne...

3 komentarze:

  1. wywiad udany;) Przyjemnie się czytało;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Riennahera jest świetna, bardzo ją lubię ;) Dobry wywiad! ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny post. Dużo ciekawych rzeczy można było się dowiedzieć, a przede wszystkim - zainspirować się. Wielu polaków zacietrzewia się z zazdrości, na mnie to wpływa motywująco! Dzięki ;)

    OdpowiedzUsuń