8 mar 2013

projekt całkiem NIEfashion #Panna Natasha

Turururu (fanfary), witam Was w ten niezbyt piękny i słoneczny dzień marca, ale jednak dla mnie szczególny. Ostatnio myślałam sobie trochę nad tym moim małym miejscem w sieci i stwierdziłam, że tak na prawdę prezentowanie w każdej notce, co sobie nowego sprawiłam nie jest w moim stylu.
Tak, więc wymyśliłam! Serię wywiadów z ciekawymi osobowościami blogowymi, osobami, które poczytuję, szanuję, które mnie samą inspirują. Projekt całkiem NIEfashion uważam za otwarty od tej chwili. Pytania będą bardziej spersonalizowane niż modowe, bo co w tym sezonie jest modne - to już wszyscy wiemy. Dziś sylwetka Aliny z bloga http://pannanatasha.blogspot.com - a jeżeli jeszcze nie znacie, to koniecznie wejdźcie, bo to niezwykle barwna i pozytywna osoba. Zapraszam do lektury :)
 
Martyna: Panna Natasha... nieco intrygująca jest nazwa Twojego bloga. Czy "NATASHA" ma jakieś konkretne źródło swojego istnienia czy to tylko spontaniczny wymysł wyobraźni?
 
Alina: Geneza nazwy mojego bloga jest w sumie śmieszna trochę. Zakładałam go w drugiej klasie liceum, gdy niewiadomo dlaczego miałam krótką fazę na reggae i ragga klimaty. „Zafazowałam” tak bardzo, że nosiłam nawet syntetyczne warkocze (które notabene zniszczyły mi strasznie włosy i kosztowały fortunę, no, ale były super fajne) i wśród znajomych zyskałam ksywę właśnie Natasha od piosenki Vavamuffin „Natasha from Rush’ya”. Ponadto jakoś w czasie, w którym nosiłam się z myślą założenia swojego bloga trafiłam na Pannę Lemoniadę i Panią Ekscelencję – stwierdziłam, nie wiedzieć czemu, że skoro ona mają taki przedimek w nazwach to ja też mogę. Poza tym nie miałam pomysłu, a nie chciałam być kolejną fashionkasią czy fashionbeatką. 
 
M: Jesteś kolorowa - i to da się dostrzec wchodząc na Twojego bloga, na pierwszy rzut oka. Czy kolory odgrywają jakieś szczególne miejsce także w Twojej osobowości? A może kolor = aktualny nastrój?
A: No tak, nie da się ukryć, że kolory uwielbiam. Najpiękniejsze połączenia barw w moim mniemaniu to zawsze te najbardziej gryzące się i pstrokate. To zabawne, że jeszcze kilka lat temu akceptowałam tylko czerń, głębszą czerń, wyblakłą czerń i ewentualnie czerwień. Nawet nie wiem kiedy nastał moment przełomowy i przestałam kochać glany. W każdym razie kolory są dla mnie ważne. Ubieram się kolorowo kiedy mam dobry humor, jak i wtedy, kiedy mój nastrój nie jest najlepszy. Dobrze się w nich czuję po prostu. Zresztą taka jestem, nie umiem inaczej, jakbym miała od góry do dołu chodzić w beżach i szarościach, to pewnie prędzej czy później zaprosiłabym do domu psychopatę albo wyjęła tosta jakimś prętem. ; )
 
M: Zauważyłam, że interesujesz się DIY. Pytanie jest proste: dlaczego? Czy to jakiś swoisty sposób na nudę czy nieogarniczona satysfakcja z czegoś, co za małe pieniądze, można zrobić samemu?
 
A: Proste pytanie – prosta odpowiedź: bo umiem to robić! : ) Jeśli ma się do czegoś predyspozycje to mimowolnie zaczyna nas do tego ciągnąć. Pamiętam jak mój tato śmiał się ze mnie, jak mając może sześć czy siedem lat postanowiłam zrobić pudełko na słodycze… zszywając kartki z drukarki igłą i nitką. Wyglądało to zapewne komicznie, tato zrobił mi takie samo metodą „sklejenia siatki w bryłę” (jeśli wiesz o co mi chodzi, tak jak się w podstawówce robiło na matematyce). Ja i tak stwierdziłam, że moje jest lepsze i nie zmieniłam zdania. A Twoje drugie pytanie samo w sobie jest odpowiedzią. Przerabianie rzeczy i tworzenie z nich czegoś nowego to przede wszystkim satysfakcja z własnej pracy, tego, że nie trzeba wcale wydawać na nie majątku, no i właśnie sposób na nudę. Również małe prawdopodobieństwo, że ktoś wyskoczy z taką samą rzeczą, skoro jest hand i home-made.
M: Jaki styl najbliższy jest Twojej osobowości, sercu i intuicji? Wchodzisz do sklepów... i na co głównie zwracasz uwagę?
 
A: Nie umiem się chyba dookreślić. I myślę, że wiele dziewczyn prowadzących blogi chociaż w połowie modowe powiedziałaby to samo. Mój styl wychodzi z połączenia tak naprawdę miliona inspiracji, na które trafiłam w Internecie, tego, co akurat zobaczę w szafie i nie wymaga prasowania, kilku kolorów i kwestii, czy chcę, żeby było mi wygodnie, czy może jednak nie musi. Mam w szafie i ciuchy w stylu bardziej boho, eleganckie, czy odważniejsze. Marzy mi się ciężka skórzana kurtka i piękna koronkowa sukienka. Sama widzisz – nie da się tego określić. W sklepach natomiast zwracam uwagę właśnie na fajny wzór czy połączenie kolorystyczne. Nie mogę się opędzić od miłości do dodatków, marzy mi się wielka garderoba z całą ścianą butów, tonami torebek i nakryć głowy.
 
M: Posiadasz jakieś ukryte (a może po prostu takie do których czasem ciężko się przyznać) uzależnienia? Mam na myśli odzieżowe tudzież kosmetykowe.


A: Jedno słowo: biżuteria. Gdy się przeprowadzałam miałam problem z usytuowaniem mojej kolekcji w nowym mieszkaniu, a każdy kto do mnie przychodzi od razu zwraca uwagę na moje zbiory. ; ) Jednak nie uważam, żeby było tego za dużo, wręcz przeciwnie w sumie, ciągle mi czegoś brakuje! Uwielbiam wielkie kolczyki i naszyjniki, z bransoletami trochę gorzej, jednak też mam kilka ulubionych. Stanowczo największym hitem jest moja bransoletka z łyżki ; ) (Zaligizować marihinaen? A PO CO?!)

M: Jakie jedno słowo najlepiej określa Twoją osobę?

A: Nie umiem nigdy odpowiadać na takie pytania, w złotych myślach też nie potrafiłam. Należałoby o to spytać moich najbliższych, bo ja to bym powiedziała „FJBGDJHG”. : (

M:Ciepłe słowo na nadchodzącą wiosnę od Panny Natashy...

Move into  ONE DIRECTION!





 

4 komentarze:

  1. bardzo fajny wywiad, Alina wydaje się być pozytywną i bardzo sympatyczną istotką! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajne pytania, na które odpowiedzi są bardzo ciekawe! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. bardzo fajny wywiad! dobry pomysł z robieniem tych wywiadów, od razu blog staje się jeszcze bardziej ciekawszy:)

    OdpowiedzUsuń