3 lut 2013

paperman


Kilka dni temu do sieci wpłynął za sprawą ukochanego przez miliony Walta Disneya uroczy kilkuminutowy filmik zatytułowany "Paperman". Zawrzało. Poczytałam tu i ówdzie, ilu ludzi, tyle opinii. Wierni fani, którzy od pieluchy karmieni bajkami Disneya, są zachwyceni. Wielcy panowie tego świata lub też hejterzy nienawidzą, bo to czysta bzdura o jakiejśtam głupiej miłości. Pewnie prawdopodobieństwo wystąpienia takiej sytuacji w rzeczywistości jest bliskie zeru, ale i tak tych kilka minut mną poruszyło. No wiecie.. miłość od pierwszego wejrzenia, piorun, uczucie, brak koncentracji, szaleństwo, obłęd. Czysta bajka. 
No właśnie. Bo kto w dzisiejszym świecie rzuca pracę i steki papierków, aby iść, gonić swą miłość. 
Ba.. kto poświęca tyle kartek papieru, aby okazać swoje uczucie? Chociaż i być może, taki krótki, niemy filmik jest stekiem bzdur, to uważam, że wcale nie jest. Oprócz tej jakże uroczej miłości, która bądź, co bądź rzadko ma rację bytu, jest tam coś więcej. To poświęcenie, którego czasem nam brak. Nie tylko w miłości. I chociaż nigdy nie byłam wierną i wielką fanką Disneya, dziś to pozostaje bez zmian. Jednak to nie tylko głupia bajka o gadających zwierzętach czy mówiących rybach. Taką bajkę mógłby obejrzeć każdy dorosły człowiek. I chociaż szczerze w to wątpię, może uświadomiłby sobie co nieco i przenigdy nie rezygnował z rzeczy naprawdę ważnych. Czuję się trochę jak ten tytułowy "Paperman", który czasem tak bezskutecznie składa tyle słów i wykonuje tyle czynności, aby ktoś go zauważył. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz