25 lut 2013

chiński klej


Opowiadałam Wam już moją historię z czapkami czy też z ukochanym rowerem. Ostatnio przekonałam się na własnej skórze, że jednak los bywa bardziej przewrotny i zaskakuje nas NAJbardziej wtedy gdy wcale NIEchcemy. O warunkach atmosferycznych w minionych tygodniach dużo mówić nie trzeba, jednak z nimi właśnie związana jest moja przygoda. Ale zaczynając od początku - długo szukałam butów na tegoroczną zimę. Chciałam żeby były praktyczne, ciepłe, wygodne no i - modne rzecz jasna. Wiele wycieczek do centrów handlowych, miliony przeglądniętych stron i sklepów internetowych. Które wybrać? Obstawiałam za i przeciw, pytałam najbliższych. Aż w końcu pewnego szczęśliwego dnia weszłam do nieznanego mi wcześniej sklepu (może lepiej, gdy nazwy nie będę tutaj wypisywać). Znalazłam. Stały jedyne na półce, w moim rozmiarze, kuszącą ceną i wołały do mnie. Zrobiłam kilka kilometrów sklepowych, przechadzając się od jednego lustra do drugiego. Kupiłam. RAZ KOZIE ŚMIERĆ, he he. Dziś wiem, że to był błąd. Kolejny, chiński błąd. Wracając do sedna sprawy - moje wspaniałe, fancy botki w końcu nie wytrzymały warunków atmosferycznych zeszłego tygodnia i bezczelnie rozkleiły się, gdy najmniej było mi to potrzebne. Całe. Od podeszwy. Tak, jakby dla zabawy.

Wyobraźcie sobie jaki szok przeżyłam wracając do domu w odmarzniętych i przemoczonych stopach. Wtedy jeszcze nie wiedziałam - a one już kilka godzin wcześniej bezczelnie sobie ze mnie kpiły. Na drugi dzień okazało się, co było źródłem mojego niepowodzenia. Chiński klej. Ukochany, poczciwy, tani - chiński klej.


I wiecie co? Wtedy jeszcze bardziej zapragnęłam mieć skórzane buty. I przysięgłam sobie, że już nigdy nie kupię chińskich butów na zimę. Bo za każdą chińską parę za 150 zł mogłabym mieć już 5 skórzanych.

Równocześnie straciłam zaufanie do wszelakich wyrobów z tego sklepu jak i kilku innych, które już kiedyś "pochwaliły się" swoją jakością.
Jednocześnie do serca przygarnęłam złapane na allegro kalosze-oficerki (na zdjęciach), które póki, co najlepiej spisują się, gdy na dworze deszcz, śnieg i słota.
Strzeżcie się chińskiego kleju, na zawsze.

9 komentarzy:

  1. ale się uśmiałam :) super blog :))

    OdpowiedzUsuń
  2. chiński klej zje nam kiedyś stopy i nie będziemy już musiały w ogóle kupować butów

    OdpowiedzUsuń
  3. Och! A tak próbowałam wierzyć, że jednak te "zabobony" w stylu: "Może lepiej nie pij z tego kubka, bo jest made in China i może wytwarzać trujące substancje" - i tego typu zastrzeżenia na innych polach sprzedażowych - nie okażą się prawdą, a jednak! Tylko tak trudno znaleźć teraz (zwłaszcza w sieciówkach) produkty, które obeszły Chiny dużym łukiem :) Pozdrawiam, Martyna

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobre buty zawsze! ... no cóż coraz więcej obok nas chińskich rzeczy.
    Obserwuję i zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wyglądasz fantastycznie :) Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  6. świetnie wyglądasz :)

    pozdrawiam,
    D.

    OdpowiedzUsuń
  7. Faktycznie kiedy jest nieciekawa pogoda to kalosze są idealnym pomysłem :) Ty w swoich wyglądasz rewelacyjnie!

    OdpowiedzUsuń