14 sty 2013

historia pewnej miłości

Moja przygoda z czapkami nigdy nie była miła i owocna. Zazwyczaj starałam unikać się tego typu bajerów, bo jak to wiadomo, w gimnazjum człowiek nie przywiązuje wagi do tego czy mu ciepło tylko czy GRZYWKA DOBRZE SIĘ UKŁADA. Jakie to wielkie szczęście, że dane jest nam mądrzeć wraz z kolejnymi latami, których nam przybywa. W tym roku to już moja druga czapka, w zeszłym nabyłam ich chyba z 5. Sęk w tym, że teraz żadna mi się nie podoba (?). Dlaczego owa czapka za całe 29,90 PLN z wrocławskiego H&M'u spełnia moje oczekiwania? Po pierwsze jest w kolorze, który jednogłośnie zajął w moim sercu pierwsze miejsce. Z reguły podoba mi się wszystko, co jest burgundowe lub zgniłozielone. Druga sprawa - jest ciepła. Jest poważnie CIEPŁA. I nie czuję w niej, że zamarza mi mózg, a wraz z nim moja cała cudowna matematyczna wiedza (he..he..). Ostatnia sprawa... pomponik rzecz jasna. Zawsze uważałam, że to dość idiotyczny i niepotrzebny dodatek. Ale potwierdzam regułę znaną wszystkim od lat - "kobieta zmienną jest". Dlaczego, więc w tym sezonie pomponik nie mógłby zawładnąć moim sercem?





Tak i oto wszystkie 3 zalety sprawiły, że pokochałam ją od pierwszego wejrzenia i założenia także. :)

1 komentarz:

  1. ja nie cierpie czapek;d tylko czasem sue skusze zalozyc;d
    swietnie wygladasz, pasuje Ci kolor i cala reszta;)

    OdpowiedzUsuń