7 sty 2013

cienrzko jest rzyć letko

Stosunkowo raz na jakiś czas mam w swoim życiu moment totalnego braku wiary w swoje możliwości i generalnie.. cały świat, ale przede wszystkim siebie. W czasach licealnych to średnio co pół roku, przy końcu każdego semestru, gdy sprawdzianiki były zapowiadane z częstotliwością raz na 0,366552 tygodnia. Później taki destrukcyjny wpływ miała na mnie matura, a w szczególności matematyka i myśl, że od niej zależała moja kariera studentki. Dziś siedzę z kubkiem kawy i Monte (prawie jak na blogerkę przystało HEHE) i zastanawiam się, CO JA DO CHOLERY WTEDY SOBIE MYŚLAŁAM. Że mój świat legnie w gruzach, bo mam sprawdzian z chemii? Z jednego rozdziału? Dziś mam do wyboru, uczyć się do jednego kolokwium czy drugiego? Które olać? Jak zdać z matmy? Jak zrozumieć coś niemożliwego? Jak, jak, jak...?
To ten mroczny czas, gdy sesja zbliża się wielkimi krokami. Gdy widmo poprawki z matematyki stoi nade mną nawet w snach. Cienrzko jest rzyć letko, moi kochani. 
Układanie w szafkach, sprzątanie w domu, gotowanie obiadu, pisanie notki na bloga i malowanie paznokci jest takie piękne, gdy trzeba przyswoić tyle wiedzy na dzień jutrzejszy. 






Zdjęcia jak widać pokazują świąteczny klimat, który towarzyszył mi podczas pobytu w domu :)

1 komentarz:

  1. Niestety musimy brac wszystko na siebie i dalej robic to co musimy;)
    aa i rzeczywiscie jest tyle piekniejszych i ciekawszych rzeczy od nauki ze bajka;')

    OdpowiedzUsuń