19 gru 2012

kiedy w zimie powiem sobie dość i całki

Raz na jakiś czas w życiu człowieka przychodzi moment, w którym jak to wspomina A. Chylińska ktoś z nas "mówi sobie dość". Duże miasto jest ok, tramwaje są ok, autobusy są ok, ludzie są ok. Do czasu. Aż pewnego dnia wszystko, ale to absolutnie wszystko osiąga szczyt, apogeum czy też zenit. Ciężko jest obejść się bez wulgaryzmów, gdy raz po razie autobus ucieka Ci sprzed nosa, albo żeby było jeszcze śmieszniej przyjeżdża 10 minut wcześniej. Gdy ludzie wcalenieschorowani i wyglądający na dobrzesięczującą50letniąkobietę bezczelnie siedzą podczas, gdy nad nimi stoi kobieta w ciąży z brzuchem wielkości Mount Everest. Zadaję sobie to dziwne, ale jakże wymowne pytanie: DLACZEGO? Te głupie i błahe wydarzenia sprawiają, że świat i to, co po nim chodzi, przekraczają wszelkie granice mojej wyobraźni.
Marzę więc żeby przenieść się chociaż na chwilę do swojegoswojego pokoju i wypić w nim kawę. Albo chociaż pokontemplować chwilę. Pomimo, że świąteczny klimat nie udziela mi się nawet w 1/100000 pragnę go w końcu poczuć. Boje się trochę, że już nigdy nie będzie mi to dane. Wszystko jest sztuczne i przereklamowane. Oprócz reklamy z Coca-Coli.
Dobrze, że w tym wszystkim jest ktoś kto przynosi mi radość.
Co zrobić gdy pozostają mi tylko zdjęcia z kamerki? I całki.

2 komentarze:

  1. mi tez swiateczny klimat sie nie udziela w najmniejszej czesci, a jak sobie pomysle ile mam nauki to zgrozo, az mi sie nie chce tych swiat;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świat jest po prostu chory i nic się na to nie poradzi.

    OdpowiedzUsuń