5 lip 2012

irytacja plus bałtyk

Co zrobić gdy Twój wskaźnik pod nazwą 'poziom irytacji&żenady' osiąga zenit? Co gdy wskazówka przekracza miejsce na liczniku i masz ochotę krzyczeć, obrzygać kogoś (niekoniecznie tęczą) czy też podciąć sobie żyły? Długo się nad tym ostatnio zastanawiałam. Przysłowiowy kubeł zimnej wody nie pomoże. Opis na fejsiku i gie gie o treści "MAM WYJEBANE" - też nie. Co mam począć? Co zrobić, gdy miota mną jak szatanem i mam ochotę dokonać morderstwa?
Lekarstwo jest tylko jedno. Albo kliknij w prawym górnym rogu magiczny krzyżyk z fejsika (najprawdopodobniej to właśnie on jest źródłem Twojej nieograniczonej nienawiści do głupoty ludzkiej) lub też odwróć się i odejdź. Po prostu. Pod żadnym pozorem nie pozwól podnieść swojego ciśnienia. Daj w spokoju płynąć swojej krwi w żyłach. Odejdź. Co po mądrych ludziach w świecie ludzi głupich? Wyjdź. Wyrzuć komputer przez okno. Weź do ręki książkę. Aparat. Zjedz coś (najlepsza część programu). Zaufaj mi i pierdol to - jak to radzi mój ulubiony Fałenem.
A tak serio to nie wiem. Nie znam wystarczająco skutecznego lekarstwa. Jakby to powiedzieć, SZUKAM ZŁOTEGO ŚRODKA, niczym wyznawca stoicyzmu. Tylko za cholerę nie wiem czym/kim/ on jest, ani gdzie się znajduje.

A teraz z innej beczki. Pojechałam nad morze z nadzieją  na zrobienie chociaż kilku fot na bloga, ale oczywiście wyszły z tego NICI. Mogę wam zaprezentować jedynie fotki z rąsi, albo moją psa-parówkę, która była główną modelką. W mojej szafie pewnie i przybyło trochę 'nowości', ale jakoś tak nienaturalnie nie mam czasu żeby je sfotografować itakdalej. Druga zmiano umrzyj.






5 komentarzy: